Never argue with an idiot. They drag you down to their level then beat you with experience.
Kategorie: Wszystkie | Idowy świat
RSS
piątek, 18 maja 2007
No czasu mam nadmiar...
Niejaka Ciotencja łaskawa była dnia wczorajszego wyrazić pogląd jakoby studenci-jako jedyna obok emerytów, rencistów i matek karmiących grupa społeczna- dysponowali czasem w ilościach wręcz hurtowych.

W związku ze związkiem Ciotencja doprawdy nie jest w stanie pojąć dlaczego nie pojawiłam się u niej już od 3 tygodni.

Nie no w zasadzie to ma nawet rację.

No bo na ten przykład wczoraj wyszłam z pracy o 20 minut trzydzieści. No to za przeproszeniem w męski członek czasu miałam co by do niej zajść, nie??

Chociaż nie to, żebym narzekała na pracę od 8 minut zero do dwudziestej minut trzydzieści.

No bo w sumie tak... Na siłowni byłam (nosz żeńska prostytutka całe 2 godziny!!), półtorej godziny na obiedzie z Don Szefffo spędziłam ("Założyłem z góry, że zjesz dokładnie to co ja, czyli 31645464000 kalorii. Odchudzam się, więc wiecie, rozumiecie Koleżanko...") no i nawet obejrzałam początek Hirosów na MEEEEEGA wielkim tiwi w Pokoju Don Syna Don Szefffo ("O Boże, o mój Ty Boże jeden jedyny i największy masz BLOND włosy i umiesz włączyć tiwi i de-ko-der??!! Ale... Jak to??!! Ale to przecież nie-mo-żli-we!!").

A że przy okazji sesja i że egzaminów to mam w męski członek?? Eeeee tam. Nie liczy się.

A że praca magisterska do napisania?? No proszszszszsz...

A że cały łikend zajęty na latanie po kursach doszkalających?? No przecież to małe miki w krótkich spodenkach!!

No to w sumie to mam czasu jak lodu (na Arktyce), nie??

No bo jak nie jak tak.



Pe.Es. Chyba mam jakiś problem z nadużywaniem "no". No ale nic. No ale dam sobie z tym radę. W wolnym czasie potrenuję inne słowa. No.
11:47, idagrudniowa
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 maja 2007
Si ju lejter Aligejter
Mam mało czasu, więc bedę szybko pisać ;) i tym samym ograniczę się li i jedynie do "miłego dnia życzę Państwu".

Do zobaczenia we wtorek tudzież w środę. W sensie, że po powrocie z kursu (ło matko jeszcze sie nie spakowalam!! Ło matko co mam ze sobą zabrać??!! Ło matko jeszcze trzeba wyjść z Czworonożnym Ssakiem!! ło matko nie zdążę jak nic!! Łooooo matko!!!!!)
12:02, idagrudniowa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 maja 2007
Fit. Część II.
Weni, widi, wiczi.

Kupiłam wodę, wdrapałam się po schodach, zapłaciłam, dostałam prajwet kartę czipową (różową!! Kurna RÓ-ŻO-WĄ!!).

Zaczipowałam się w szatni, zaczipowałam się w siłowni.

Pobiegłam w siną dal (łooo matko i córko jaką ja mam kondychę no!! Wymiotłam nawet Pancia w lanserskiej, żółtej koszulce znanego także jako Pudzian Atakuje).

Dowiosłowałam się do Klebarka Wielkiego i spowrotem (lustrując jednocześnie swoim sokolim wzrokiem okoliczne, męskie tyłki- 2 były całkiem, całkiem...).

Namachałam się nóżkami na swoim ulubionym przyrządzie- czytaj fotelu ginekologicznopodobnym (jednocześnie prowadząc z niejakim Piotrem zażartą dyskusję na temat przewagi sałatki greckiej nad sałatką arabską alias fatuszi)

Wypiłam litr wody mineralnej znanej marki.

Przeciągnełam (po podłodze, kątach i wszelkich innych zakamarkach) swoje białe spodnie pumy.

Nabiłam sobie 2 siniaki i 1 WIELKIEGO guza.

Nie straciłam ani 1 cholernego grama ze swoich 65 kilogramów.

Nie przybył mi w cyckach chociaż 1 mm.

Ale wracam dzisiaj.

Będę raportować.

Pe.Es. A do opinii wyrażonych przy okazji poprzedniego tematu powrócę w następnej notce :)
10:15, idagrudniowa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 maja 2007
Być fit, fit, fit.
Idę na fitness. To znaczy jeszcze nie idę (bo siedzę na de i piszę) ale generalnie to będę chodziła.

I to nie na byle jaki fitness ale na hohoho NAJLEPSZY & NAJBARDZIEJ wypasiony fitness w mieście.

W sensie, że lansować się będę.

Już to nawet widzę (oczami wyobraźni). Białe spodenki Najka, różowa koszulka pumy i biało- różowe najki na nogach.

Albo nie. Albo czarne pumy.

Albo nie. Niebieskie adidasy.

No nie wiem

No sama nie wiem.

Ale to przecież najpopularniejszy fitness na mieście.

Ale wszyscy o nim mówią.

Ale nie chodzić TAM na fitness to znaczy, że nie chodzić w ogóle.

Ale w sensie, że chcę nie chcę ale lans ma być.

Ale no więc tak:

Na oko złoto- brąz cień, na rzęsę tusz, na policzki... Na policzki to co najwyżej mogę samoopalacz. Podkład mi spłynie niczym Niagara. Na usta to błyszczyk. Tak. Bez błyszczyka to ni huhu. No i w łapkę 110 złotych (kurwa jego męska mać żesz no!! 110 zł z pensji, która wynosi niecała średnią krajową to jednak cholernie dużo) i heja.

Heja na rowerek. I epa epa!!

Z rowerka heja na bieżnię. I epa epa!!

Z bieżni heja na coś tam co zrobi mi brzuszek Demi Mur (mam szczwany plan odbicia jej Brusa). I epa epa epa!!

I jeszcze jedno- jak mi nie ubędzie tych cholernych 5 cm w udach to obiecuję, że będę gryźć. I wyć. I się spiję. I obgryzę swoje 1,5 mm pazury. I w ogóle to o!!
Serio.

P.S. No dobra a jak już sie pozbędę tych 5 cm w udach to wie ktos może jak zrobić, żeby sie te centymetry wżięły i preniosły w górę, do cycków?? Hmm??
13:50, idagrudniowa
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 maja 2007
Stało się...
Nastał koniec długiego łikendu i stała się ciemność.

W sensie, że pożegnajmy czarne, seksi paznokcie.

Pożegnajmy wstawanie o 10 minut 30.

Pożegnajmy środowe imprezki kończące się powrotem na domowe łono bladym świtem.

Pożegnajmy rozmowy przy winie i śpiewanie na balkonie patriotycznych pieśni w stylu "Łiiii ar familiiiiii, daj więceeeeej winaaaaa miiii" ewentualnie "Szła dzieweczka do laseczka, napotkala myśliweeeeeczka co ją zgwałcił Sialalala".

Pożegnajmy jazdę na rowerze po lesie (co by stracić te cholerne 2 cm w udach) i śniadanio- obiady w MakDonaldzie (co by zyskać 1,5 cm w talii).

Pożegnajmy żubrówkencję z fińską wódencją, czerwone wino, sex on de bicz, kamikadze, wódkatini, kosmopolitan i skrudrajłe.

Pożegnajmy poranne telefony pod tytułem "Żyjesz jeszcze?? Nie?? Aha. To okej."

Pożegnajmy tabliczkę nad ubikacją "Proszę Szanownych Państwa tu żygamy".

Pożegnajmy wreszcie wdupizm i przecudne lenistwo.

Witamy za to w realnym świecie.

P.S. O mój Boże!! Brus nadal kocha Demi... O mój Boze!! Tak powiedział w jakimś wywiadzie i o mój Boże!! chyba się postrzelę z żalu w lewy, mały palec u nogi.
16:24, idagrudniowa
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 kwietnia 2007
Żegnamy reklamy
Jakieś 3 miesiace temu przeprowadziłam bardzo ale to bardzo poważną rozmowę z Panciem (nawiasem mówiąc jakimś takim bardzo zestresowanym) z Oręża.

W sensie, że:

Ależ tak, ależ chciałabym rozwiązać umowę.

Ależ tak, ależ nie chcę miec z państwem nic wspólnego

I ależ na Boga tak, jestem pewna swojej decyzji.

Ależ tak, nie zmienię jej. Ależ tak decyzja jest nieodwołalna.

I ależ doprawdy nie interesuje mnie pański nastrój.

Pancio pomarudził chwilunię i poinformował mnie, że z dniem 4 maja Wielki i Najwspanialszy Na Świecie Całym Oręż uprzejmie zgodzi się z moją prośbą i uprzejmie wyłączy mi telefon.

Proste??

Otóż nie. Otóż w ramach porannego czekingu czy aby po nocy wszystko jest na swoim miejscu spojrzałam na ekranik i zobaczyłam... Brak zasięgu. Totalny, absolutny brak zasięgu.

Hmmm. Ależ no taaaak.

Ależ oczywiście. Ależ witamy w świecie Oręż. Ależ proszzzzz się rozgoscić i spróbować przyzwyczaić. Ależ my zajmiemy się resztą.

O Dzięki Ci Mój Przewspaniały Orężu, co to wspierałam cię 4 lata swomi złotówkami, za utwierdzenie mnie w wielkiej i nieskończonej słuszności decyzji co by ci powiedzieć "baj, baj, nie spotkamy więcej się"!!

To se idę se kupić nowy telefon. Bo co se mam nie kupić jak se mogę kupić. W nowym pleju. Dżezi bendem.
10:44, idagrudniowa
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 kwietnia 2007
Smajl Bejbi :)
Q. Why is divorce so expensive?
A. Because it's worth it.

Q. What do a Christmas tree and a priest have in common?
A. Their balls are just for decoration.

Q. Why is sex like a bridge game?
A. You don't need a partner if you have a good hand.

Q: Why are Monica Lewinsky's cheeks so puffy?
A: She's withholding evidence.

Q. What's the speed limit of sex?
A. 68; at 69 you have to turn around.

Q. Why is air a lot like sex?
A. Because it's no big deal unless you're not getting any.

The earliest known legal text was written by Ur Nammu in 2100 B.C.
The first lawyer joke was told shortly thereafter.
22:27, idagrudniowa
Link Dodaj komentarz »
Dobiegam do drzwi w 1/333 sekundy, a Ty??
Uprzejmie upraszam co by nie podchodzić do mnie bliżej niż na 2 metry, no chyba że z jakimś porządnym (tj dużym, długim i co najważniejsze niełamliwym) kijem (co by mnie nim za przeproszeniem pierdolnąć).

Inaczej- o czym równie uprzejmie uprzedzam- może być źle. W sensie, ze nie ręczę za się. Ni huhu.

No bo...

Ja rozumiem, że są tak zwnane złe dni. Każdy ma złe dni. Gorsze złe dni i lepsze złe dni. Proste, nie??

No ale no żesz kurwa męska jego mać (się zdenerwowałam) TAKIE złe dni jak dzisiejszy to sie chyba ludziom nie zdarzają. A przynajmniej nie często (dowodem na powyższe jest fakt, że ludzkość wciąż jeszcze jakoś ciągnie).

No bo...

Szłam sobie parkingiem sklepowym. Do domciu szłam. No i tak sobie idę i idę, macham torebusią, kontempluję żar, co to się z nieba leje, marzę sobie o klimatyzacji co to ją zaraz po przyjsciu do domciu załączę i...

No i słyszę "Heeeeeeej piękna!!"

No to się zatrzymałam. No bo so mam nie sprawdzić kto do mnie woła jak mogę sobie sprawdzić, nie??

I w tym że oto czasie widzę jak prosto- ale to KURWA- prosto na mnie jedzie ogroooomny, czarny Jeep. Normalnie nówka sztuka nie śmigana.

I kurwa wybaczcie, ale nie mam pojecia o czym ja wtedy myślałam. No naprawdę nie wiem.

Normalnie żona Lota. Normalnie stoję i patrzę jak ten ogromny samochód zbliża się do mnie i normalnie nic. Paluszkiem u rąsi nie kiwnęłam.

A potem to był już w zasadzie tylko pisk opon, AbeeSy i lekkie uderzenie. No dobra, przesadzam. Nie uderzenie a popchnięcie. I złamany obcasik w nowiusich szpiluniach!! I brudna torebunia!! Łeeeeeee!!

No w każdym razie siedzę jak ta ostatnia cipa na parkingowym polbruku w kolorze czerwonym (aczkolwiek odcień lekko wpada w brąz), patrzę się na obcasik, co to jeszcze przed chwilunią był cały i co??

I zamiast rzucić się do gardła kierowcy, uczepić jego tętnicy i czekać aż zejdzie śmiercią ponurą słyszę:

- A sssssssso Ty to robissssss Piękna?? I dlassssszego wpadaszszszszsz pod moje koła??

Eeeee. No tak. Jakby było mało, że właśnie PRAWIE przejechał mnie samochód, że właśnie PRAWIE straciłam życie i że właśnie już wcale nie prawie ZŁAMAŁ mi sie obcasik (i pobrudziła torebunia) to okazało się, że w roli PRAWIE przejeżdzającego wystąpił był niejaki Radzio.

Precyzując Radzio-No-Weź-Prześpij-Się-Ze-Mną vel Radzio-Z-R.-To-Zrobiłaś-To-Dlaczego-Ze-Mną-Nie-Chcesz-Przcież-Żona-To-Nie-Jest-Problem znany także jako Radosław-Prezio-MEGA-Znanej-Firmy-Ze-Stolycy.

Łaaaaaaa Boże dlaczego mi to robisz??!!

Łaaaaaaa. Idę się pochlastać tępym nożem ewentualnie tępym narzędziem przestępstwa. Jak kto woli.
13:51, idagrudniowa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 kwietnia 2007
Tatuaż
W ramach zmieniania swojego nudnawego życia postanowiłam pieprznąć sobie tatuażyk.

Na dupencji precyzując, jakkolwiek wciąż nie wiem po której jej stronie.

Co gorsza nie wiem też jaki ma być wzór owego tatuażu. No bo przecież nie pojdę do Pana Od Tatuaży i nie powiem, ze chcę bądz co, nie??

No bo tak:

Opcja a) motylek- fajny "na teraz" ale z 2 strony jako 70 letnia babcia z motylkiem na dupie będę się czuła raczej średnio...

Opcja b) wzorek- hmmm no fajnie. Ale jaki?? Gruby?? Cienki?? W kwiatki?? W linie?? Siakoś tak koncepcji mi brak...

Opcja c) bluszczyk- na obu półdupkach wygląda fajnie, ale na 1 traci swój urok nieodwołalnie.

Podsumowując: ma być li i jedynie czarny a do tego gdzieś tam ma być gwiazdeczka. Choćby taka mała- malusia. I to by w zasadzie było na tyle.

Jakieś propozycje z Państwa strony??
13:42, idagrudniowa
Link Komentarze (2) »
Plan dnia...
Wstałam, wypiłam kawusię, wyszłam, wróciłam, znowu wyszłam, znowu wróciłam, wypiłam drugą kawusię, usiadłam do komputera, wstałam, wyszłam z psem co by się nie posikał ze złosci na środku mieszkania, wróciłam, skontrolowałam telefonicznie proces tkania mojego nowego dywanika do Większego Pokoiku Mojego Odpimpowanego mieszkanka,wypiłam trzecią kawusię, w tak zwanym międzyczasie przeczytałam coś apropos swobód juropijan rynku, wypiłam czwartą kawusię, pojechałam do Odpimpowanego mieszkanka co by zadecydować czy aby na pewno w przedpokoju można powiesić lampeczky w różyczky, wypiłam z Malarzem Red Bullika, pojechałam do Praktikera co by czek ałt czy aby mają tam chłopaki śrubki-dupki numer 5, wróciłam do Odpimpowanego Mieszkanka, zostawiłam śrubki, pojechałam do Obi co by zakupić odpowiedni kabelek o odpowiednim zastosowaniu, któego akurat nie było w Praktikerze, wróciłam do Mieszkanka, zostawiłam kabelek, wróciłam, zrobiłam sobie kawusię, usiadałam do komputera.

Jest 12: 07.

I kto powiedział, że życie studenta należy do grupy "nic mi siem nie chcem bo nic nie muszem"?? He??

A tak w ogóle to NIE NAWIDZĘ REMONTÓW. Serio.
12:10, idagrudniowa
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6